Strona główna Działy Śmietnik Polska i sytuacja polityczna po pogrzebie pary prezydencki..

Wyświetlanych postów: 15 (wszystkich: 16)
  • Autor
    Wpisy
  • #126814
    SpokoBoyxxx:)
    Członek
    #126815
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    Ustawa Komorowskiego w sprawie IPN -komentarz
    http://www.rp.pl/artykul/468854.html

    #126817
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    Zdjecia Satelitarne katastrofy a dzialania sluzb specjalnych
    http://blogmedia24.pl/node/28827

    #126826
    nowy_nowa
    Członek

    moze sam na prezydenta kandyduj osle skonczony. taki pacan pasuje tam jak ulal. sprzedaj ten kraj, zgas swiatlo i bedzie spokoj,lacznie z toba. faszysto polski, kibolu za dwa zlote.

    #126952
    SpokoBoyxxx:)
    Członek
    #126962
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    Prawda o Lechu Walesie


    ŚP. ALEKSANDER SZCZYGŁO O ZANIECHANIACH RZĄDU WS. SAMOLOTÓW
    http://niezalezna.pl/article/show/id/33705

    #126963
    SpokoBoyxxx:)
    Członek
    #126966
    SpokoBoyxxx:)
    Członek
    #126968
    SpokoBoyxxx:)
    Członek
    #126980
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    PREZYDENT TYCH, KTÓRZY PODNIEŚLI GŁOWY
    http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33731

    #127005
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33730
    W RYTMIE ROSYJSKIEGO MARSZA
    Na Placu Czerwonym polscy żołnierze będą maszerować w rytm rosyjskiego marsza – ujawnia TVN24.
    W Moskwie trwają przygotowania do uroczystej defilady z okazji Dnia Zwycięstwa. Polskę reprezentować będzie 75 żołnierzy Batalionu Reprezentacyjnego Wojska Polskiego. Polscy żołnierze już w piątek przylecieli do Moskwy, by na miejscu ćwiczyć specjalny, defiladowy krok.
    W uroczystościach 9 maja, które upamiętniają dzień zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami polscy żołnierze będą maszerować zaraz za gospodarzami. Wystąpią w czterech rodzajach umundurowania – Wojsk Lądowych, Sił Powietrznych, Marynarki Wojennej i Wojsk Specjalnych.
    Żołnierze przylecieli wcześniej nie tylko po to, żeby zapoznać się z nowym miejscem i przećwiczyć przemarsz wspólnie z innymi reprezentacjami państw. Polacy muszą też przygotować się do defilowania w rytm rosyjskich marszów i dostosować do tempa nieco innego niż w polskiej armii.

    (źródło TVN24)

    #127081
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    MAM DUŻO PYTAŃ
    rozmowa z Małgorzatą Wassermann,
    "Rosjanie chcieli, żebym podpisała oświadczenie, że mogą spalić rzeczy ojca. Rosyjska psycholog powiedziała mi, że są to strzępy ubrania pobrudzone krwią, benzyną i błotem i właściwie nic z nich nie zostało. Zgodziłam się. Tymczasem wśród rzeczy ojca, które mi potem oddano, były prawie niezniszczone blankiety biletów LOT, różaniec, harmonogram pobytu w Katyniu, telefon komórkowy, który nie był uszkodzony i działał." Z Małgorzatą Wassermann, córką posła PiS, rozmawia Dorota Kania ("Gazeta Polska").
    W jaki sposób dowiedziała się pani o śmierci ojca w katastrofie prezydenckiego samolotu Tu-154?
    W sobotę rano z mediów. Radio RMF przerwało program, by przekazać tę informację. Później w telewizji została podana infolinia, na którą mogły telefonować rodziny. Pierwszy raz zadzwoniłam tam około 13.00. Usłyszałam, że tata wsiadł na pokład samolotu, a na chwilę obecną jedynie mogą nam zaoferować pomoc psychologa i na tym rozmowa się skończyła. Kilka godzin później na pasku informacyjnym w telewizji przeczytałam, że jest organizowany wyjazd rodzin ofiar katastrofy do Moskwy. Ponownie zadzwoniłam na infolinię – rozmawiająca ze mną kobieta powiedziała, że jest to „plotka medialna”.
    Czy w sobotę zgłosił się do pani lub rodziny ktoś ze strony polskich władz?
    Nie. W niedzielę rano z telewizji dowiedziałam się, że w Warszawie gromadzą się rodziny, które mają lecieć do Moskwy. Zadzwoniłam na infolinię i ustaliłam, że my dojedziemy. Około południa poinformowano nas telefonicznie, że ojciec został na sto procent zidentyfikowany i czy w takiej sytuacji nadal chcemy jechać. Kolejne telefony z taką samą informacją otrzymaliśmy z MSZ oraz infolinii. Ponieważ powiedziano nam trzykrotnie, że ojciec został zidentyfikowany na pewno i informowano nas, że nie trzeba jechać, zrezygnowaliśmy z wyjazdu do Moskwy. Poinformowano mnie również, że mogę w imieniu rodziny ustanowić pełnomocnika. W niedzielę pobrano od nas także DNA. W poniedziałek usłyszałam, jak minister Ewa Kopacz czyta listę zidentyfikowanych osób – ojca na niej nie było.
    Poinformowano panią, kto rozpoznał ciało Zbigniewa Wassermanna?
    Nie, ale w mediach pojawiła się wiadomość, że Jarosław Kaczyński, który był w Smoleńsku identyfikować ciało brata, prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dokonał tej identyfikacji. Zadzwoniłam do posła Adama Bielana, który stwierdził, że identyfikacja ojca nie miała miejsca. Skontaktowałam się z biurem PiS i posłowie zaczęli ustalać, jaki jest stan faktyczny. Poseł Beata Kempa i Andrzej Adamczyk wielokrotnie dzwonili w różne miejsca, by cokolwiek ustalić. Zdecydowaliśmy, że jedziemy do Moskwy: ja, moja bratowa i dyrektor biura ojca. Bardzo szybko załatwiono nam wizy i we wtorek przed południem wylecieliśmy do Moskwy.
    Co się działo po przylocie?
    Od razu pojechaliśmy do instytutu medycznego, gdzie wprowadzono nas do dużej auli. Było tam mnóstwo ludzi, do których podchodzili rosyjscy prokuratorzy, tłumacz i psycholog. Gdy przyszła nasza kolej, zapytano nas o znaki szczególne ojca, wygląd i ubranie. Po ich opisaniu powiedziano nam, żeby zejść na dół, gdzie są przechowywane ciała. Ponieważ już wcześniej ustaliliśmy, że identyfikacji dokonają moja bratowa i dyrektor biura ojca, ja zostałam, a oni poszli z rosyjskim prokuratorem, tłumaczem i psychologiem.
    Długo pani na nich czekała?
    Zaraz po ich odejściu podeszła do mnie kobieta świetnie mówiąca po polsku, bez żadnego akcentu. Zapytała, czy zgodzę się na kilka formalności, bo będzie szybciej.
    Zgodziła się pani?
    Oczywiście, że tak. Powiedziano mi, żebym podpisała dokument, że są to zwłoki ojca. Zadzwoniłam do bratowej, która potwierdziła identyfikację. Podpisałam dokument i wtedy rozpoczęło się przesłuchanie. W pewnym momencie pani psycholog, która wcześniej do mnie podeszła, powiedziała mi, że przesłuchujący mnie rosyjski prokurator, do którego zwracała się po imieniu, jest szefem wszystkich prokuratorów. Zapytałam wtedy, czy ona jest Rosjanką – powiedziała, że tak. Byłam zaskoczona, bo mówiła w naszym języku jak rodowita Polka.
    "Rosjanie chcieli, żebym podpisała oświadczenie, że mogą spalić rzeczy ojca. Rosyjska psycholog powiedziała mi, że są to strzępy ubrania pobrudzone krwią, benzyną i błotem i właściwie nic z nich nie zostało. Zgodziłam się. Tymczasem wśród rzeczy ojca, które mi potem oddano, były prawie niezniszczone blankiety biletów LOT, różaniec, harmonogram pobytu w Katyniu, telefon komórkowy, który nie był uszkodzony i działał." Z Małgorzatą Wassermann, córką posła PiS, rozmawia Dorota Kania ("Gazeta Polska").
    Była cały czas podczas pani przesłuchania?
    Tak, siedziała przy mnie i cały czas do mnie mówiła.
    Ile trwało przesłuchanie?
    Prawdopodobnie około sześciu godzin.
    Dlaczego tak długo?
    Zaczęło się od spisywania moich danych. Prokurator mając przed sobą mój paszport, w którym były moje dwa imiona, zapytał mnie, czy używam jednego imienia, czy dwóch. Odpowiedziałam, że jednego. Wpisał jedno imię w protokół, a ja na chwilę wyszłam. Po powrocie stwierdził, że w paszporcie są dwa imiona i trzeba na nowo spisać protokół. Wówczas odpowiedziałam, że przecież o tym wiedział, mało tego, dokładnie mnie o to pytał. Powiedziałam, że jestem prawnikiem i z mojej wiedzy wynika, że na dole protokołu możemy dopisać informacje o drugim imieniu. Usłyszałam, że tego nie przewiduje rosyjska procedura i wszystko trzeba spisać na nowo. Pytano mnie, gdzie pracuję, jaki jest adres mojej pracy i telefon, gdzie mieszkam. Po zakończeniu odbierania danych ponownie na moment opuściłam pokój. Kiedy wróciłam, któraś z tych osób podała mi długopis i ja się podpisałam. Za chwilę okazało się, że znowu pojawił się problem, bo na jednej stronie podpisałam się na niebiesko, a na innej na czarno. I znów prokurator powiedział mi, że wszystko musimy zrobić od nowa, ponieważ w rosyjskiej procedurze dokumenty muszą być podpisane jednym kolorem długopisu. Po jakimś czasie odmówiłam udziału w dalszych czynnościach, na co Rosjanka przedstawiająca się jako psycholog, tłumaczyła mi, że jestem w szoku, dlatego nic nie rozumiem, i chciała podać mi leki uspokajające
    Zażyła je pani?
    Nie byłam w szoku, wiedziałam, co się dzieje, i żadne leki nie były mi potrzebne. Zresztą polscy psychologowie powiedzieli później, że byliśmy jednymi z najbardziej opanowanych i spokojnych ludzi, którzy przyjechali na identyfikację.
    Po spisaniu danych przesłuchanie trwało nadal?
    Tak. Samo spisywanie danych i poprawki trwało ponad dwie godziny. Później prokurator pytał mnie, kto mieszka z ojcem w domu, jak ma na imię druga wnuczka i po co przyjechał do Rosji. Odpowiedziałam, że siedemdziesiąt lat temu zostali tutaj zamordowani polscy oficerowie i przyjechał oddać im hołd.
    O co jeszcze pytał rosyjski prokurator?
    Czy przyjechałam razem z ojcem do Rosji, kiedy ostatni raz się z nim widziałam, kiedy przekraczałam razem z nim granicę. Kolejne pytanie dotyczyło tego, kto z nim przyjechał. Zapytałam, czy mam wymienić nazwiska wszystkich pozostałych 95 osób, które zginęły w katastrofie. Po tym pytaniu powiedziałam, że chcę już zakończyć czynności i nie będę dalej zeznawać. Tym bardziej że moja bratowa i dyrektor biura ojca czekali na mnie na dole. Stwierdziłam, że chcę zabrać rzeczy taty, i mimo że wcześniej powiedzieli, że będę musiała oddać krew – bo ich nie interesuje materiał genetyczny pobrany w Polsce – odmówiłam. Wówczas dowiedziałam się, nie oddadzą ciała ojca, dopóki nie pobiorą mi krwi.
    Zgodziła się pani?
    Tak, ale zanim to nastąpiło, prokurator zapytał mnie, na ile wyceniamy to, co się stało. Odpowiedziałam, że ta tragedia nie ma ceny i nie jest w stanie wyobrazić sobie, co przeżywamy. Dodałam, że nie będziemy skarżyć państwa rosyjskiego za tę katastrofę, na co on stwierdził, że nigdy nic nie wiadomo.
    Po oddaniu krwi pojechała pani do hotelu?
    Ponieważ towarzyszące mi osoby musiały opuścić budynek, zadzwoniłam do polskiej ambasady i po kilkunastu minutach przyjechał nasz przedstawiciel, który towarzyszył mi do końca czynności. Nie skorzystałam z propozycji prokuratora, że osobiście odwiezie mnie do hotelu.
    Jak zakończyło się przesłuchanie?
    Powiedzieli mi, żebym podpisała oświadczenie, że mogą spalić rzeczy ojca. Zadzwoniłam do mamy, ona chciała je odzyskać. Wtedy rosyjska psycholog stwierdziła, że są to strzępy ubrania pobrudzone krwią, benzyną i błotem i właściwie nic z nich nie zostało. Ostatecznie zgodziłam się więc na ich spalenie i podpisałam dokumenty. Teraz tego żałuję.
    Dlaczego?
    Bo czas na analizę i przemyślenia przyszedł w Polsce. Rozpoznałam rzeczy ojca, które mi oddano: prawie niezniszczone blankiety biletów LOT, z których korzystał w Polsce na trasie Kraków–Warszawa, różaniec i etui, harmonogram pobytu w Katyniu, telefon komórkowy, który nie był uszkodzony i działał. Jeżeli ubranie było kompletnie zniszczone, to gdzie był telefon i dlaczego ocalał? Skąd Rosjanie wiedzieli, że to jest właśnie jego telefon? Dlaczego w tak dobrym stanie zachowały się papierowe bilety i harmonogram, które ojciec miał przy sobie, a ubranie w katastrofie zostało całkowicie zniszczone? Na te pytania chyba mi już nikt nie odpowie.
    http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33779/articlePage/2

    #127213
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    "Autorytety" znowu ujadają
    http://wyborcza.pl/1,75478,7843408,P…la_Rosjan.html
    Wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski rozpoczyna, zapowiadaną kilka tygodni temu, spokojną i merytoryczną kampanię.
    CYTAT
    Niesiołowski uważa, że prezes PiS przegra, bo ludzie się go boją, a Marta Kaczyńska może mu tylko zaszkodzić. Z wicemarszałkiem Sejmu z PO Stefanem Niesiołowskim rozmawia Anna Wojciechowska.
    Jarosław Kaczyński na spacerze z bratanicą i wnuczką. Podobała się Panu wczorajsza sesja w "Super Expressie"?
    Wzruszające, choć ja w swej niedoskonałości pewnie nie do końca doceniam, za mało się wzruszam. Ale też pani Marta Kaczyńska była już w tabloidach w okresie pogrzebowym, także przywykłem.
    Nie docenia Pan czy może raczej niepokoją Pana takie zdjęcia? Ocieplanie wizerunku Kaczyńskiego wam nie w smak.
    Rzeczywiście, prezesa Kaczyńskiego w roli dziadka wcześniej nie widziałem, ale jego realnie ocieplić trudno. Dla PO niepokojące to nie jest w najmniejszym stopniu. Ta sesja to co najmniej nieskuteczny zabieg. Przecież pani Marta Kaczyńska już występowała w kampanii w 2005 roku i efekt rodzinny okazał się średni, bo – jak wiadomo – w międzyczasie założyła drugą rodzinę. Ocieplanie wizerunku kandydata w kampanii przy pomocy osoby, która parę dni temu była symbolem cierpienia, smutku, rozpaczy, jest na granicy dobrego smaku i nie sądzę, żeby Polacy dali się na to nabrać.
    A więc jednak obawa jest? Łatwo nie będzie?
    Powtarzam, nie ma żadnej obawy. Jarosław Kaczyński musi przegrać. Tak łatwo jak teraz dla Bronisława Komorowskiego nie zbierało się mi podpisów w żadnej kampanii od 1989 roku. Zebrałem prawie tysiąc podpisów, nie robiąc praktycznie nic. Ludzie po prostu przychodzili i pytali, gdzie jesteście, gdzie można się podpisać, ratujcie nas, byle on nie wygrał. To ruch obywatelski, który zmiecie Jarosława Kaczyńskiego. On nie ma najmniejszych szans, nic mu nie pomoże, gdzie i ile by Marta Kaczyńska nie występowała.
    Ale też nie można odmawiać jej prawa do takiej decyzji. Jako córka może to traktować jako formę wypełnienia testamentu wobec ojca.
    Tak, ale nie można być jednocześnie osobą ciężko dotkniętą przez tragedię i prowadzić kampanii wyborczej. Ja rozumiem jej rozpacz, ale jeśli natychmiast po tym wchodzi się w kampanię wyborczą, ewidentnie chce się politycznie wykorzystać ten argument zrozumiałego współczucia dla osoby, która straciła rodziców, to jest to, delikatnie mówiąc, mało sympatyczne. Dlatego Marta Kaczyńska nie pomoże, a może jedynie zaszkodzić. A do tego mąż, który nagle wstępuje do PiS, choć wcześniej wspierał SLD. Nie wiem, co go zniechęciło nagle do SLD: kwestia agrarna, skala podatkowa? To wszystko naprawdę jest tak koniunkturalne, że nie ma najmniejszych szans społecznego poparcia. Jarosław Kaczyński przegra i tak tę kampanię, bo ludzie się go boją. W jego twarzy dostrzegam pretensje do losu, co po ludzku można zrozumieć, ale też odstrasza to wyborców.
    Porozmawiajmy o faktach. Żadne ostre słowa z jego ust nie padły. Milczy i może to was denerwuje? Tym bardziej że – jak słychać zza kulis – prezes obiecał, że tym razem nie da się sprowokować przez PO?
    Faktycznie, była do tej pory teoria, że jak nie występuje publicznie, to zyskuje. Ale też przeczy temu ostatni sondaż dla "Polski": milczy, a Komorowski go miażdży. Sądzę zresztą, że wkrótce przemówi, i to mu też nie pomoże. A sprowokować to już się dali poplecznicy PiS, choćby występując z pięknymi wierszami: co się podzieliło, już się nie sklei itd
    Mówi Pan o tzw. zapleczu partyjnym, publicystach, a ja pytam o polityków PiS. Przyzna Pan, że nie ma co im zarzucić?
    Ale Kaczyński i politycy PiS się od tego zaplecza lansującego teorie spiskowe, zajadłą nienawiść w żaden sposób nie zdystansowali. W kościele, kiedy żegnałem pułkownika Cywińskiego, było wycie. Wystarczyło, że ksiądz zapowiedział, że wystąpię, i rozległo się po prostu wycie, sądzę, że zwolenników PiS. Bo kogo?
    A jak Pan usłyszał to wycie, to nie przyszła Panu refleksja, że może wcześniej, za życia Lecha Kaczyńskiego, jechałem za ostro?
    Ja?! Nawet gdybym powiedział o słowo za dużo, to nie powód do wycia w kościele. Przecież to chuligaństwo polityczne. Jak może pani o to pytać?
    Potępiam tego typu zachowania. Jednak zawsze jest tak, że akcja rodzi reakcję i trzeba się z tym liczyć.
    A ja nie czuję się w tym temacie w najmniejszym stopniu winny. Nie mam się z czego wycofywać, nawet jeśli kiedyś powiedziałem o jedno słowo za dużo. Mam przypominać, co na mnie mówili, jak się czułem jako donosiciel, który denuncjuje przyjaciół.
    Ale też przyzna Pan, że od czasu katastrofy ze strony samych polityków PiS żadnych nagannych wypowiedzi nie było?
    Dla mnie rozróżnianie między propisowskimi dziennikarzami a politykami PiS jest sztuczne, dlatego że ci komentatorzy pełnią faktycznie funkcje polityczne. Ale nawet robiąc to rozróżnienie, to z polityków dał się już sprowokować sam Jarosław Kaczyński, który w oświadczeniu podzielił Polskę na tę prawą i tę nieprawą. A atak na rząd, że trumny nie były w Sejmie? Pani posłanka Kempa zapowiadała, że wybrzmią trudne pytania w Sejmie, no i "wybrzmiały": jedna z posłanek PiS rozpoczęła wojnę o miejsce, gdzie powinny stać trumny.
    Jaka w tej obecnej sytuacji będzie kampania Bronisława Komorowskiego? Będzie atakować prezydenturę Lecha Kaczyńskiego?
    Nie należy reagować na zaczepki i wątki wykorzystania katastrofy, nie należy dawać się wciągać w tę licytację na pogrzeby i ból, bo o to właśnie PiS teraz chodzi. I nie należy też wracać do prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Ona była zła, ale jest skończona. Teraz ocenę należy zostawić historykom, krytykowanie jej w bieżącej walce politycznej byłoby zresztą bardzo niewygodne. Polacy nie lubią krytyki zmarłych.
    A co Pan powie o niektórych kazaniach podczas mszy świętych 3 maja? Choćby słowa biskupa Ryczana o tym, że zbliżamy się do Białorusi.
    To były słowa niefortunne i z szacunku dla urzędu biskupa nic więcej nie powiem. Mamy istotnie do czynienia z zaangażowaniem części Kościoła w kampanię. Z punktu widzenia wyborów to nie ma znaczenia. Gorzej, że jest to ze szkodą dla Kościoła, który jest powszechny. Siłą Kościoła jest prawda i jeśli kapłan mija się z nią i uprawia polityczną agitację, nie należy się dziwić potem, że część ludzi rezygnuje z uczestnictwa we mszy świętej lub że spada liczba powołań.
    A gdzie PO schowała Janusza Palikota?
    Naprawdę nie wiem. Jeśli to była świadoma decyzja, to musiała zapaść na poziomie Grzegorza Schetyny czy Donalda Tuska. Ja mogę tylko powiedzieć, że informacje o tym, że ktoś z PO mnie chowa, to podłe insynuacje.
    A nie prosili Pana teraz: Stefan, stonuj trochę język na razie?
    Nie ma powodu. Taka rozmowa byłaby niestosowna.
    Cieszy się Pan, że Palikot zniknął?
    Nie chcę tego oceniać.
    A to nie jest kwestia przyzwoitości?
    Powtarzam, proszę mnie do tej oceny nie wciągać. Mnie moi wrogowie polityczni za wszelką cenę usiłują przykleić do Palikota. Z tego powodu też rozpowszechniali wieści, że jestem w areszcie domowym. Podłe kłamstwo.
    Anna Wojciechowska
    źródło: Polska The Times

    #127217
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    Rosjanie wobec katastrofy
    http://gabriel.salon24.pl/

    #127222
    SpokoBoyxxx:)
    Członek
Wyświetlanych postów: 15 (wszystkich: 16)
  • <a href="/login/">Zaloguj się</a> aby odpowiedzieć. Nie masz jeszcze konta? <a href="/login/?action=register">Zarejestruj się</a>.