Strona główna Działy Śmietnik Teoria małego wybuchu (spiskowa)

Wyświetlanych postów: 15 (wszystkich: 121)
  • Autor
    Wpisy
  • #128003
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100518&typ=po&id=po01.txt
    Nie umiem wyobrazić sobie sytuacji, w której rozbija się samolot z prezydentem Stanów Zjednoczonych i Stany Zjednoczone pozostawiają śledztwo Rosjanom
    Pozostawienie inicjatywy w rękach Rosjan to błąd
    Z Zuzanną Kurtyką, wdową po prezesie Instytutu Pamięci Narodowej Januszu Kurtyce, który zginął w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki
    Minął już ponad miesiąc od tragedii z 10 kwietnia. Pani zdaniem, przebieg śledztwa w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu jest rzetelnie relacjonowany?
    – Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Rodziny ofiar katastrofy nie są informowane o postępach śledztwa. Wiem tylko tyle, co relacjonują media, dlatego ciężko mi powiedzieć, czy są to rzetelne i sprawdzone wiadomości. Media mają to do siebie, że generują sensacje, a nawet skandal, i dużo jest informacji właśnie tego typu.

    Z tego można wywnioskować, że nikt do Pani nie dotarł oficjalnie z żadnymi informacjami na temat dotychczasowych ustaleń z dochodzenia w tej sprawie?
    – Rzeczywiście, nikt się ze mną nie kontaktował i z tego, co wiem, inne rodziny, a przynajmniej te, z którymi mam kontakt, też nie mają żadnych informacji poza medialnymi. Niepokojące dla mnie jest również to, że informacje o śledztwie jakby wyciekały na zewnątrz i są podawane do mediów w sposób przynajmniej dla mnie dziwny, bo albo się mówi wszystko, albo się nie mówi nic.
    Mogłaby Pani podać konkretny przykład?
    – Niedawno usłyszałam w telewizji słowa jednego z prokuratorów prowadzących śledztwo, że ludzie w samolocie używali telefonów komórkowych. Dla mnie jest to absurd i w pewnym sensie próba zrzucania winy na umarłych, którzy nie mogą się bronić przed bzdurnymi zarzutami. Ktoś, kto odbiera taką informację, może wysnuć wniosek, że samolot był wypełniony kilkudziesięcioma samobójcami. Takie podawanie wiadomości przez prokuratora, który z jednej strony zarzeka się, że nie będzie nic mówił, a z drugiej jakby mimochodem podaje "rewelację", która idzie w świat, tworzy rzeczywistość, generuje spekulacje, a przy tym bardzo rani rodziny ofiar, jest ze wszech miar niestosowne. Przynajmniej dla mnie, ale chyba też dla innych rodzin, była to bardzo bolesna wiadomość. Osobiście jestem rozczarowana – choć to chyba bardzo łagodne słowo – sposobem, w jaki w tym momencie traktowane są rodziny tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem.
    Ma Pani pełne zaufanie do tego, jakie kroki podejmują polskie władze w celu wyjaśnienia katastrofy?
    – Nie jestem prawnikiem, ale jestem osobą, którą ta tragedia dotknęła osobiście. Moje zdanie w tej sprawie jest jednoznaczne. Mam pretensje do polskich władz, że śledztwo zostało praktycznie całkowicie pozostawione w rękach Rosjan. Myślę, że można było doprowadzić do tego, by śledztwo było prowadzone wspólnie. Nie umiem sobie też wyobrazić sytuacji, w której, dajmy na to, rozbija się samolot z prezydentem Stanów Zjednoczonych i Stany Zjednoczone pozostawiają śledztwo Rosjanom. Dla mnie jest to po prostu niemożliwe. Ustępując Rosjanom, oddając im całkowicie inicjatywę, wygenerowaliśmy sobie problem na następne dziesięciolecia. Obawiam się, że niezależnie od wyników śledztwa, nie mając kontroli nad jego przebiegiem, będziemy mieć poczucie, że być może zostaliśmy gdzieś oszukani. Historia naszych stosunków z Rosjanami jest bardzo wymowna i nie ułatwia rozwiązania tej sprawy. Dlatego należało dołożyć wszelkich starań, by nie było miejsca na jakiekolwiek niedomówienia. Boli też fakt, że jako Polacy poddaliśmy się, i to już na starcie, nie próbując nawet czegokolwiek zrobić. Zapewniam, że nie jest mi miło o tym mówić, zwłaszcza że w tej katastrofie zginęła najbliższa mi osoba.
    Wraz z synami oraz innymi rodzinami ofiar katastrofy podpisała się Pani pod listem otwartym w obronie dobrego imienia pilotów Tu-154M. Skąd taki gest?
    – Według mnie, nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Jestem przekonana, że zarówno kapitan prezydenckiego samolotu, jak i cała jego załoga zrobili wszystko, co tylko było w ich mocy, żeby uratować pasażerów, niezależnie od tego, kim by oni nie byli. Nie potrafię sobie wyobrazić, że mogło być inaczej. Zresztą nie ma żadnych dowodów na jakąkolwiek winę pilotów, żadnych. W tej sytuacji nie można nikogo potępiać. Na pogrzebie majora Arkadiusza Protasiuka nie było żadnego przedstawiciela władz. To niesprawiedliwe. Powtórzę jeszcze raz: jestem przekonana, że załoga zrobiła wszystko, co było możliwe, aby uratować pana prezydenta i wszystkie osoby, które były w tym samolocie.
    Wobec PiS oraz prezesa Jarosława Kaczyńskiego formułowane są zarzuty wykorzystywania tragedii katyńskiej jako elementu kampanii wyborczej, zwłaszcza gdy publicznie zadają pytania na jej temat. Czy, według Pani, przeżywanie żałoby w ogóle może być odczytywane w kategoriach walki partyjnej?
    – Nie potrafię zrozumieć, jak w ogóle można w ten sposób mówić. Jest to co najmniej dziwne. To jakby próba ingerowania w bardzo osobiste uczucia bliskich ofiar, niejako sugerowanie im, co mogą, a czego nie, co jest polityką, a co nie. Czy prezes Kaczyński ma się odciąć od tego, że przeżywa śmierć brata, ma być marionetką…? To jakby próba zawłaszczania czy kreowania pewnej rzeczywistości przez niektóre środowiska, rzeczywistości, która ma być taka, a nie inna. Jarosław Kaczyński ma prawo być człowiekiem i zachowywać się po ludzku. Tego prawa nikt nie może mu odmówić.
    W jakich okolicznościach dowiedziała się Pani o katastrofie prezydenckiego samolotu?
    – Kiedy rano w sobotę, 10 kwietnia, byłam w drodze na konferencję, zadzwoniła do mnie mama z informacją, że usłyszała w radiu komunikat o tym, iż pod Smoleńskiem rozbił się samolot prezydencki…
    Wiedziała Pani, że mąż był na pokładzie?
    – Tak.
    Potem był pobyt w Moskwie i identyfikacja zwłok męża…
    – Trzeba było dużo samozaparcia… Prawdę mówiąc, potraktowałam to jako obowiązek, po prostu jako zadanie do wykonania. Pojechałam do Moskwy, bo wiedziałam, że tak muszę się zachować. Tak samo podszedł do tego mój syn. Myślę, że takie podejście pomaga człowiekowi być twardym, pomaga przejść przez takie trudne i niespodziewane sytuacje. Myślę, że po naszych doświadczeniach w Moskwie jestem teraz mocniejsza
    Kto i kiedy zaproponował wyjazd do Moskwy i jak przebiegała jego organizacja?
    – Nikt nie zaproponował mi wyjazdu do Moskwy. Stąd mój wewnętrzny żal, który pozostanie na długo.
    Czy dobrze rozumiem, że po katastrofie nikt z przedstawicieli władz się do Pani nie zgłosił?
    – Dokładnie tak. O tym, że dla rodzin katastrofy organizowany jest wyjazd do Moskwy, dowiedziałam się w niedzielę, 11 kwietnia, przed południem z informacji zamieszczonych na pasku w jednej ze stacji telewizyjnych. Tam też były podane telefony.
    Jak przebiegała organizacja samego wyjazdu?
    – Panował pewien chaos informacyjny. Kiedy w końcu udało mi się dodzwonić pod wskazany numer i porozmawiać z koordynatorem, dowiedziałam się, że mogę lecieć razem z dziećmi. Jeszcze tego samego dnia, w niedzielę, dotarliśmy do Warszawy i wraz z innymi rodzinami wylecieliśmy do Moskwy.
    Oceny poszczególnych rodzin co do sposobu traktowania przez rosyjskie służby są zróżnicowane. Jak Pani i osoby Pani towarzyszące byli traktowani?
    – Pobyt w Moskwie był bardzo dobrze zorganizowany przez Rosjan. Właściwie nikt nam się nie naprzykrzał i przez cały czas mieliśmy zagwarantowaną pomoc medyczną, opiekę psychologów, którzy się nami zajmowali. Dotyczy to także obsługi hotelowej, która była bardzo miła i gotowa do niesienia wszelkiej pomocy. Byliśmy także chronieni przed fleszami aparatów fotoreporterów i dziennikarzami. Rosjanie byli bardzo dyskretni. Mieliśmy do dyspozycji zorganizowane na ten czas kaplice zarówno w Instytucie Medycyny Sądowej, jak i w hotelu.
    Na czym polegały procedury i jak przebiegała sama identyfikacja ciał?
    – Każdą rodziną zajmowały się trzy osoby: rosyjski śledczy, polski tłumacz i psycholog. Na początku zbierano dane osobowe od rodzin, które przyjechały do identyfikacji. Pytano o dokładny opis ofiary: wygląd, znaki szczególne, ubranie, jakie ewentualnie rzeczy mogła mieć przy sobie, typu biżuteria, zegarek, telefon komórkowy czy chociażby pamiątki. Na podstawie tego, co mówiliśmy, odszukiwali w swoich materiałach najbardziej dopasowane do tego opisu ciało ofiary. Pierwszego dnia, w poniedziałek, nie znaleziono żadnego ciała pasującego do naszego opisu.
    Co było w kolejnych dniach?
    – Drugiego dnia Rosjanie zwiększyli swą bazę danych o opis rzeczy i cała procedura rozpoczęła się od czytania tych opisów. Na tej podstawie typowano worki z rzeczami i przypisanymi do nich numerami, które można było obejrzeć. Rosjanie – prawdopodobnie po to, aby oszczędzić nam dość przykrych przeżyć – nie chcieli pokazywać razem wszystkich rzeczy ofiar. Proszę uwierzyć, że rzeczy te wyglądały okropnie. Właściwie trudno było je porównać z ubraniami. Były bardzo zniszczone, ubłocone i zakrwawione, nie przypominały swoich pierwotnych kolorów. Ponadto kiedy rozpakowano przed nami kilka wytypowanych worków, okazało się, że rosyjskie opisy były bardzo niedokładne. Pokazano nam np. spodnie z lampasami, gdy w opisie nikt o tym nie wspomniał. Po przejrzeniu kilku worków nadal nie byliśmy w stanie w żaden sposób przyporządkować rzeczy do ciała mojego męża.
    Jak w końcu udało się zidentyfikować ciało pana Janusza Kurtyki?
    – Mąż nie nosił żadnej biżuterii, nie nosił zegarka, zresztą nie miał w ogóle w zwyczaju noszenia jakichkolwiek ozdób. Najwyraźniej nie miał też przy sobie dokumentów, jak to było w przypadku niektórych ofiar. Po drugim dniu byliśmy zrezygnowani i gotowi na powrót do Polski. Pani minister Ewa Kopacz podczas zebrania około północy z wtorku na środę zachęcała rodziny do pozostania, do kontynuowania identyfikacji za wszelką cenę. Ofiarowała też swoją pomoc. Oznajmiła, że jeżeli będzie trzeba, to będzie chodziła z rodzinami od zwłok do zwłok, tak by można było je zidentyfikować. Powiedziała też, że wymusi na Rosjanach, żeby pokazali nam ciała, i właściwie dzięki jej perswazji zostaliśmy jeszcze w Moskwie. W środę pokazano nam zdjęcia wszystkich rzeczy ofiar znajdujące się wreszcie w komputerach. Wytypowane przez nas ubranie udało się zidentyfikować głównie dzięki pomocy polskiego śledczego z Katowic, który wykazał się niesamowitą wiedzą fachową. Oglądając ubranie, właściwie niepodobne do niczego, odnalazł w nim tyle szczegółów, że już w połowie przeglądania byliśmy pewni, że należało ono do męża. Na tej podstawie pozwolono nam obejrzeć przypisane do tych rzeczy ciało, które bez najmniejszych wątpliwości rozpoznaliśmy jako ciało męża.
    Dlaczego nie udało się tego zrobić wcześniej?
    – Zainteresowaliśmy się tym, dlaczego już pierwszego dnia nie byliśmy w stanie rozpoznać po opisie tak dobrze zachowanego ciała męża. Postaraliśmy się więc o kolejne przejrzenie opisów i wówczas się okazało, że opis ciała rozpoczynał się od określenia: "mężczyzna z jasnymi włosami". W związku z tym już na samym początku odrzucaliśmy ten opis. Kiedy zaczęliśmy dopytywać, okazało się, że jasny kolor włosów to było błoto. Ciała były opisywane bezpośrednio po całej katastrofie, zaraz po wyciągnięciu z samolotu, jeszcze nie umyte. Potem już nie korygowano tego, być może z braku czasu. Przypomnę tylko, że zaraz następnego dnia po katastrofie, a więc niemal natychmiast, spadliśmy Rosjanom na głowę. Być może właśnie na skutek tego pośpiechu – bo trudno tu posądzać Rosjan o jakąkolwiek złą wolę – takie rozbieżności miały miejsce.
    Niektórzy krewni ofiar mają zastrzeżenia co do sposobu ich traktowania w Moskwie, określając je np. jako przesłuchania. Tak było w przypadku córki posła Zbigniewa Wassermanna. Czy Pani też odczuła coś podobnego?
    – Mnie i synowi zadawano jedynie standardowe pytania.
    Wiedziała Pani, że w Moskwie była przeprowadzona sekcja zwłok każdej ofiary? Czy ktoś o tym w ogóle informował, pytał o zgodę?
    – Nikt nas nie pytał o zgodę, a o tym, że wszystkie ofiary miały przeprowadzoną sekcję zwłok, powiedziała nam minister Kopacz. Dla mnie jako lekarza jest oczywiste, że w przypadku prowadzenia jakiegokolwiek śledztwa podstawą jest wykonanie sekcji.

    Co się stało z rzeczami osobistymi Pani męża?
    – Odebrałam je niedawno w Mińsku Mazowieckim. Rzeczy mojego męża były prawdopodobnie w małym neseserze, który wziął ze sobą, albo w kieszeniach płaszcza, który w samolocie po prostu zdjął. Wśród rzeczy, jakie mi zwrócono, były: paszport, dowód osobisty, prawo jazdy, chusteczki higieniczne, guma do żucia, długopisy.
    A co się stało z telefonem czy np. komputerem osobistym męża?
    – Telefonu nie otrzymałam. Jak nas poinformowano, telefony ofiar zostały zabezpieczone do celów śledztwa. Komputera też nie otrzymałam, zresztą nie wiem, czy mąż miał go ze sobą.
    Czy patrząc na coraz to nowsze doniesienia z miejsca katastrofy o znalezionych fragmentach samolotu, rzeczach osobistych ofiar ma Pani poczucie, że w trakcie oględzin tego miejsca rosyjska strona dołożyła wszelkich starań, by czynności te wykonać rzetelnie?
    – Nie jestem specjalistą i trudno mi zajmować jednoznaczne stanowisko w tej sprawie. Myślę jednak, że jest to dość skomplikowana sprawa. Teren, po którym zostały rozrzucone fragmenty samolotu czy rzeczy ofiar, jest bardzo rozległy – tak nam przynajmniej powiedziano. Podobno rzeczy znajdowano nawet w promieniu 1200 metrów. Sądzę jednak, że obszar katastrofy powinien być ogrodzony i zabezpieczony. Choćby po to, by odnaleźć to, co może pomóc w wyjaśnieniu katastrofy, i ochronić przed osobami, które plądrując w tym miejscu, nie zachowują się po ludzku.
    Minął już ponad miesiąc od tragedii. Jak wygląda pomoc dla rodzin ofiar deklarowana przez polski rząd?
    – Zostały nam wypłacone: zapomoga w wysokości 40 tysięcy złotych i renty zadeklarowane przez rząd dla dzieci ofiar do 25. roku życia, które się uczą, po 2 tysiące złotych brutto.
    Czego rodziny ofiar smoleńskiej katastrofy oczekują od państwa? Czego Pani oczekuje?
    – Oczekujemy pełnego i rzetelnego wyjaśnienia tej katastrofy. Jako rodzina będziemy walczyć o pełny udział w śledztwie. Otrzymałam już status osoby pokrzywdzonej i myślę, że moi synowie już wkrótce też otrzymają podobne statusy. Jako osobom pokrzywdzonym przysługują nam pewne prawa i będziemy się starali je wyegzekwować.
    Ci, którzy dobrze znali Pani męża, podkreślają, że był gorącym patriotą, człowiekiem ceniącym prawdę. Jednak te wartości, którymi żył, zjednywały mu zarówno przyjaciół, jak i wrogów. Jak mąż znosił ataki kierowane pod jego adresem?
    – Wszystkie ataki, krytykę, zresztą niezasłużoną, znosił bardzo źle, choć wcale się z tym nie obnosił, nie okazywał i w zasadzie nikt o tym nawet nie wiedział. Tego po prostu nie było widać. Jednak bardzo się tym przejmował. Tak jest chyba zawsze, kiedy człowiek odczuwa, że dotyka go jakaś forma niesprawiedliwości. Wtedy najbardziej boli. Jeżeli się kogoś gani czy niszczy za zawinione grzechy, to łatwo się z tym pogodzić. Najbardziej bolą zarzuty niesprawiedliwe. Zapewniam, że mężowi nie było z tym łatwo…
    Myślę, że wielu Polaków doceniało Janusza jako historyka i jako człowieka. Wielu było takich, którzy poszliby za nim w ogień. Byli jednak i tacy, którzy go ewidentnie nienawidzili. Tak w życiu bywa, kiedy się o coś walczy, kiedy się płynie pod prąd i choć jest niełatwo, to trzeba się z tym pogodzić.
    Czy tragedia pod Katyniem zmienia coś w Polakach?
    – Symbolika tych wydarzeń jest tak ogromna, że trudno się przed nią obronić. Ona przemawia do każdego z nas i próby jej niszczenia są z góry skazane na niepowodzenie. Dla mnie byłoby ważne, gdyby ta tragedia dokonała zmian w światopoglądzie, w systemie wartości ludzi młodych. Ważne bowiem jest to, jak będzie myślała nasza młodzież, która zawsze reaguje bardzo intensywnie, bardzo emocjonalnie na wydarzenia. Oby ta cała sytuacja zmusiła ich do myślenia o Polsce poprzez pryzmat historii, do poczucia dumy z powodu bycia Polakami, do zastanowienia się, jaką wartość ma tożsamość Narodu. Poprzez tę tragedię cały świat, a szczególnie zwykli Rosjanie, poznali prawdę o Katyniu, prawdę, która nie będzie już nas dłużej dzielić. Szkoda tylko, że prawda ta została okupiona tak wielką ofiarą.
    Dziękuję za rozmowę.

    #128006
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    "Nie wykluczam ekshumacji – rozmowa z Beatą Gosiewską"
    http://blogmedia24.pl/node/30059

    #128007
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    Mieć swoje zdanie,a nie od razu wyciągać wnioski
    o to oryginał artykułu
    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100514&typ=po&id=po01.txt
    a tu juz
    zdementowane
    http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100514/KATASTROFA_SAMOLOTU_PREZYDENCK/43599413
    ale cóż ważne że poszło w eter,kto miał uwierzyć to uwierzył.
    polecam obejrzec wszystkie odcinki i częsci i zastanowic sie dobrze nad
    tematem,kto tu kłamie,kto mówi prawde,itd.,itd.
    PROGRAM Misja Specjalna…
    cz.1
    http://www.youtube.com/watch?v=jWeQjwU-LuA&feature=related
    cz.2
    http://www.yttp://outube.com/watch?v=XvXT8Sm-ml4&feature=related
    cz.3
    http://www.youtube.com/watch?v=7EzPD7-NoLA&feature=related
    a na deser ciekawy filmik

    http://zulusmjz.blog.interia.pl/?blogId=320698&dayID=20&monthID=05&yearID=2010

    #128008
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    Cytat:
    Wstępny raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) ogłoszony w czwartek w Moskwie wskazuje, że głównych przyczyn katastrofy w Smoleńsku należy upatrywać w błędzie pilotów lub naciskach osób trzecich, aby pomimo fatalnych warunków atmosferycznych lądować na lotnisku Siewiernyj.
    Niestety komitet nie zdecydował się ujawnić treści rozmów z kabiny pilotów, które są absolutnie kluczowe dla potwierdzenia zasugerowanych przyczyn katastrofy. Dodatkowo raport MAK porusza kilka nowych kwestii związanych z okolicznościami katastrofy, które wymagają bardziej szczegółowego wyjaśnienia.
    Z raportu wynika, że Tu-154 podchodził do lądowania na autopilocie, który został wyłączony dopiero na 4-5 sekund przed uderzeniem w pierwszą przeszkodę. – Przy lądowaniu bez systemu ILS można korzystać z autopilota tylko do momentu osiągnięcia wysokości decyzji. W Smoleńsku było to 100-120 m. – opisuje płk Piotr Łukaszewicz, pilot i ekspert ds. lotnictwa. Istnieje prawdopodobieństwo, że skoro piloci nadal schodzili na włączonym autopilocie, wcale nie mieli zamiaru lądować.
    – W mojej ocenie załoga straciła bieżącą orientację w wysokości, dlatego kontynuowała manewr, nieświadoma zagrożenia -mówi Krzysztof Zalewski, ekspert z miesięcznika "Lotnictwo". Jego zdaniem piloci Tu-154, którzy w określaniu wysokości posługiwali się wysokościomierzem ciśnieniowym, mogli otrzymać złe dane z wieży w Smoleńsku.
    – Należałoby sprawdzić, jaką wysokość pokazywał wysokościomierz jaka-40, który lądował wcześniej. Jeżeli nie było to zero, to możemy mieć do czynienia z przekazaniem załodze błędnych wartości – mówi Krzysztof Zalewski. Potwierdzenie tej hipotezy nie jest możliwe bez odsłuchania rozmów w kabinie.
    Równie istotnym wątkiem, nieporuszonym na konferencji, są nagrania rozmów kontrolerów z załogą samolotu Ił-76, który miał lądować w Smoleńsku kilkadziesiąt minut przed prezydenckim tupolewem. Jak powiedział Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej, strona polska już wystąpiła z wnioskiem o przesłuchanie załogi samolotu Ił-76 oraz o przekazanie nagrań ich rozmów z wieżą.
    Rosyjska komisja z potencjalnych przyczyn wypadku wykluczyła m.in. atak terrorystyczny, stan techniczny samolotu oraz źle przygotowane lotnisko, co jest o tyle zaskakujące, że wiadomo, że oświetlenie podejścia na lotnisku Siewiernyj było przestarzałe, a część lamp nie działała. Dziennikarze TVN sfilmowali, jak kilka dni po katastrofie służby rosyjskie w całościLast minute 2010
    MAK ogłosił również, że załoga Tu-154 nie przechodziła regularnych ćwiczeń. Zarzuty w ostrzejszym tonie powtórzył wczorajszy dziennik "Kommiersant", który już bez cienia wątpliwości informuje, że główną przyczyną tragedii był błąd pilotów.
    – Wychodzi na to, że Rosjanie byli doskonale przygotowani, a zawaliła wyłącznie strona polska. Nie można było spodziewać się innego wyniku prac Komitetu – ironizuje jeden z ekspertów i komentatorów.
    http://www.polskatimes.pl/stronaglow…iada,id,t.html
    __________________

    #128009
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/swiat/artykul162907.html
    Śledztwo w sprawie katastrofy na lotnisku w Smoleńsku prowadzi
    rosyjska prokuratura pod nadzorem prokuratora generalnego Rosji, Jurija Czajki. Polski rząd, z Donaldem Tuskiem na czele, wielokrotnie wyrażał zaufanie do pracy rosyjskich prokuratorów i wyników ich śledztwa. Nie wszyscy w Polsce podzielają tę opinię – pisze w „Rzeczpospolitej”, prawnik Stefan Hambura.
    Stefan Hambura poskreśla, że zaufanie do rosyjskiego prokuratora podważają prowadzone przez niego śledztwa. Czajka zajmował się najgłośniejszymi w Rosji sprawami: zamordowanej dziennikarki, Anny Politkowkiej, zamordowanego byłego funkcjonariusza FSB, Aleksandra Litwinienki czy Michaiła Chodorkowskiego, szefa Jukosu, który za publiczne krytykowanie Putina, trafił do więzienia.
    Rosja to nie demokracja
    Stefan Hambura powołuje się na wydaną w 2007 roku książkę Margarety Mommsen i Angeliki Nussberger „Das System Putin. Gelenkte Demokratie und politische Justiz in Russland” („System Putina. Sterowana demokracja i polityczny wymiar sprawiedliwości w Rosji”). Autorki nie pozostawiają złudzeń co do stanu wymiaru sprawiedliwości w dzisiejszej Rosji, podkreślają, że rządzi w nim korupcja, jest on upolityczniony i stanowi narzędzie w zwalczaniu opozycji oraz niezależnych mediów. Zdaniem Mommsen i Nussberger, Putin od początku uważał prokuratorów za swoją prawą rękę w administracji. Czajkę, z funkcji ministra sprawiedliwości, na prokuratora generalnego powołał właśnie Władimir Putin.
    Jak podkreśla Hambura, Czajka jest człowiekiem Putina, a jego kariera i działalność są ściśle powiązane z urzędującym premierem i systemem politycznym dzisiejszej Rosji. A nie jest to system demokratyczny.
    Jak podkreśla Hambura, Czajka jest człowiekiem Putina, a jego kariera i działalność są ściśle powiązane z urzędującym premierem i systemem politycznym dzisiejszej Rosji. A nie jest to system demokratyczny. Zresztą jako minister sprawiedliwości, a później prokurator generalny, Czajka sam ten system współtworzył.
    Sprawy (nie)wyjaśnione
    Za kadencji Czajki najgłośniejsza stała się sprawa Michaiła Chodorkowskiego i kierowanego przez niego koncernu Jukos.
    Chodorkowski popadł w konflikt z Putinem, gdyż otwarcie krytykował jego politykę. W październiku 2003 r. został aresztowany i oskarżony o oszustwa podatkowe, korupcję i inne przewinienia. Majątek Jukosu został zajęty pod zarzutem niezapłaconych podatków (które okazały się wyższe od wartości całego koncernu), a następnie przejęty przez firmę sterowaną z Kremla.
    Jurij Czajka, prokurator generalny Rosji, źr. east newsJurij Czajka, prokurator generalny Rosji, źr. east news
    Inną znaną sprawą jest morderstwo Anny Politkowskiej 7 października 2006 r., czyli w dniu urodzin Putina. Ta znana dziennikarka również krytykowała jego politykę i rosyjskie zbrodnie w Czeczenii. Śledztwo w sprawie zabójstwa Politkowskiej osobiście nadzorował Czajka. Do dziś sprawa, według zagranicznych komentatorów, nie została wyjaśniona.
    Czajka prowadził również śledztwo w sprawie Aleksandra Litwinienki. Rezultat tego śledztwa był zupełnie inny niż postępowania prowadzonego przez Scotland Yard, a kozłem ofiarnym rosyjskiej prokuratury stał się bliski współpracownik Chodorowskiego.
    Obarczyć polskiego pilota
    Stefan Hambura, pisze, że w kontekście prowadzonych przez Czajkę śledztw, zaufanie, jakim rząd Donalda Tuska obdarza nadzorowane przez niego organa, które prowadzą dochodzenie w sprawie katastrofy w Smoleńsku, wydaje się niezrozumiałe. Tym bardziej że nie można wykluczyć, iż w interesie sprawujących władzę w Rosji leży to, by winą za katastrofę obarczyć polskiego pilota, a najlepiej prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dlatego, by wykluczyć wszelkie wątpliwości co do rzetelności ustaleń rosyjskiego śledztwa, konieczne jest jego przeprowadzenie przez międzynarodową komisję – pisze Hambura.
    Stefan Hambura jest prawnikiem, absolwentem Wydziału Prawa na Uniwersytecie Rheinische Friedrich-Wilhelms-Universität w Bonn. Obecnie prowadzi kancelarię adwokacką w Berlinie
    rk, na podst. rp.pl 😯

    #128010
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/kraj/artykul160242.html
    Rząd nie zapomniał o polsko-rosyjskim porozumieniu
    Piątek, 7 maja 2010
    [Rząd nie zapomniał o polsko-rosyjskim porozumieniu – Kraj – Wiadomości – Polskie Radio] Szczątki samolotu Tu154M, źr. east news
    Czytaj także:
    * "Sposób badania katastrofy jest korzystny dla Polski"
    * Prokuratura: nie można wyłączyć Rosji ze śledztwa
    * Dostaniemy czarne skrzynki, ale nie wiadomo kiedy
    * Od lat mamy porozumienie z Rosją dotyczące katastrof
    * Rezolucja PiS odrzucona. Śledztwo będzie prowadzić Rosja
    * Rosja przekazała już część materiałów ze śledztwa
    Konwencja chicagowska zapewnia sprawną procedurą wyjaśniającą w przypadku katastrof lotniczych oraz jawność wyników postępowania – oświadczyło w piątek Centrum Informacyjne Rządu. Według CIR, takich procedur nie określa polsko-rosyjska umowa z 1993 r.

    Komunikat CIR jest reakcją na piątkowy artykuł "Rzeczpospolitej" pt. "Zapomniana umowa z Rosją?". Dziennik napisał, że od 17 lat Polskę i Rosję wiąże umowa w sprawie ruchu samolotów wojskowych i wspólnego wyjaśniania katastrof. Według dziennika, art. 11 umowy mówi, że w "razie incydentów lotniczych, awarii, katastrof", ich wyjaśnianie "prowadzone będzie wspólnie przez właściwe organy polskie i rosyjskie"
    CIR podkreśla, że opisywane przez "Rz" porozumienie "nie określa jednak żadnej procedury, zgodnie z którą art. 11 miałby być realizowany".
    "Po katastrofie pod Smoleńskiem możliwe było albo rozpoczęcie długotrwałych rozmów ze stroną rosyjską w celu ustalenia procedury badania wypadku w oparciu o art. 11 Porozumienia z 1993 roku, albo natychmiastowe podjęcie badań przy wykorzystaniu istniejących międzynarodowych procedur wynikających z tzw. Konwencji Chicagowskiej" – oświadczyło CIR.
    "Wybór tzw. Konwencji Chicagowskiej, w ocenie także polskich specjalistów w zakresie badania wypadków lotniczych, zapewnia sprawne prowadzenie postępowania oraz jawność jego wyników" – głosi komunikat.
    "Twierdzenia, że Rząd milczy o umowie oraz Zapomniana umowa z Rosją?, które znalazły się w artykule dziennika Rzeczpospolita, są nieuprawnione. Wybór procedury zgodnej z tzw. Konwencją Chicagowską wraz z Załącznikiem nr 13 odbył się po analizie dostępnych mechanizmów prawnych" – napisano w oświadczeniu.
    CIR przypomina, że "porozumienie zawarte pomiędzy Ministrem Obrony Narodowej Polski a Ministrem Obrony Rosji z 7 lipca 1993 r. dotyczy ruchu powietrznego wojskowych statków powietrznych RP i FR".
    Jak wyjaśniono w komunikacie "porozumienie reguluje wzajemne zgłaszanie lotów, usługi związane z obsługą samolotów (np. przy lądowaniu), rozliczenia. Art. 11 ww. porozumienia przewiduje podejmowanie działań w przypadku np. katastrof wojskowych samolotów".
    to, PAP
    Czy ktoś tu robi z nas IDIOTÓW?
    Samolot Tu-154M (numer boczny 101), był na stanie 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego im. Obrońców Warszawy. Czyli był samolotem wojskowym.
    1. samolot był samolotem wojskowym
    2. pilotowali go polscy oficerowie
    3. na pokładzie byli najwyżsi dowódcy polskiego wojska z Prezydentem RP włącznie.
    4. do katastrofy doszło przy lądowaniu na rosyjskim lotnisku wojskowym
    Dlaczego uzgodnienie szczegółów to miało niby być rozpoczęcie "długotrwałych rozmów ze stroną rosyjską " JAKIM PRAWEM RZĄD ZAKŁADAŁ ZŁĄ WOLĘ ROSJAN!?
    Na jakiej podstawie (bez "długotrwałych uzgodnień) zastosowano Konwencję Chicagowską, traktującą o samolotach CYWILNYCH (z wyraźnym wyłączeniem wojskowych) !?

    #128012
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    http://www.niezalezna.pl/article/show/id/34485
    ZAKŁADNICY KŁAMSTWA SMOLEŃSKIEGO?
    Aleksander Ścios, "Gazeta Polska", 23-05-2010 10:14
    Odnoszę wrażenie, że większość Polaków nadal nie zdaje sobie sprawy, co naprawdę wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku, a obecna sytuacja coraz mocniej zaczyna przypominać stan świadomości, jaki przez lata towarzyszył zbrodni katyńskiej.
    Okrucieństwo tamtego mordu sprzed 70 lat, gdy rozstrzelano połowę kadry oficerskiej, jaką posiadała przedwojenna armia polska było zdarzeniem, którego tragiczne skutki dotknęły kilku następnych pokoleń i zaważyły na całej historii Polski. Choć w czasach PRL większość Polaków miała świadomość kłamstwa katyńskiego, prawda o tej zbrodni jako „akcie założycielskim” Polski powojennej docierała tylko do nielicznych. Nie mogło być inaczej, bo zbrodnia katyńska stała się natychmiast przedmiotem rozgrywek politycznych. Wiemy, że zachodnim sojusznikom ZSRR nie zależało na ujawnieniu prawdy. Gdy w roku 1943 rząd angielski otrzymał tajny raport Owena O’Malleya, brytyjskiego ambasadora przy rządzie polskim w Londynie, z którego wynikało niezbicie, że sprawcą zbrodni byli Sowieci, Churchill zataił ten fakt, przyjmując i głosząc wobec świata sowieckie kłamstwo, że mordu dokonali Niemcy. To samo kłamstwo podtrzymywał później Roosevelt, a administracja Eisenhowera zignorowała w roku 1952 wyniki dochodzeń komisji Izby Reprezentantów Kongresu Stanów Zjednoczonych, która uznała
    winę Sowietów za udowodnioną.
    Zgodnie z zasadą, że ten, kto zaciera ślady zbrodni i utrudnia poznanie prawdy, odpowiada za współudział w jej popełnieniu, przywódcy Zachodu stali się wspólnikami zbrodni sowieckiej, przyjmując również moralną i prawną odpowiedzialność za kłamstwo katyńskie. Ten stan zbrodniczej odpowiedzialności trwa do dnia dzisiejszego, o czym świadczy choćby wiele przykładów utrudniania polskim emigrantom ujawnienia prawdy o Katyniu.
    Wiemy również, że od początku sprawie towarzyszyły przemilczenia, fałszerstwa i skrupulatnie preparowane kłamstwa. Rosjanie – którzy zawsze byli mistrzami dezinformacji – zadbali nawet o amunicję niemieckiej produkcji, trafnie zakładając, że pierwsze wnioski z ekshumacji zwłok będą wskazywały na udział Niemców. Działania tzw. komisji Burdenki i akt oskarżenia przeciwko niemieckim przestępcom wojennym odczytany w Berlinie, w imieniu Wielkiej Brytanii, Francji, Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego, gdzie o popełnienie zbrodni katyńskiej oskarżono Niemcy – dopełniał powojennej skali fałszu i dezinformacji.
    Przywództwo skarlałych przewodników
    Kłamstwa powtarzały świadomie kolejne rządy PRL, powstałe na bazie sowieckiej agentury, nazywającej się partią komunistyczną. Ponieważ ten sam porządek i ci sami ludzie stali u podstaw budowy III RP – również państwo powstałe po 1989 r. nigdy nie wykazało determinacji, by wyjaśnić kulisy zbrodni, ujawnić wszystkich sprawców i żądać moralnego i prawnego zadośćuczynienia.
    O rzeczywistym stosunku III RP do zbrodni katyńskiej w miejsce pustych deklaracji o wiele mocniej świadczy przykład majora KGB ze Smoleńska Olega Zakirowa, który pod koniec lat 80. i na początku 90. z narażeniem życia odnajdywał żyjących świadków katyńskiego mordu, a zebrane dowody przekazywał polskiemu konsulowi Michałowi Żurawskiemu. To dzięki Zakirowi mógł powstać polski film dokumentalny Las katyński. Gdy wyrzucony z KGB i zagrożony śmiercią, przyjechał wraz z rodziną do Polski w roku 1998, nikt nie udzielił mu pomocy. Przez kilka lat pracował ciężko na budowach, a zimą żebrał, by utrzymać rodzinę. Zakirow i tak miał szczęście, że uniknął losu prokuratora wojskowego Stiepana Rodziewicza, który chciał osobiście przekazać konsulowi Żurawskiemu dowody odkryte w toku śledztwa katyńskiego i 17 listopada 1993 r., w dniu, w którym miał spotkać się z konsulem, zmarł nagle na atak serca.
    Adam Macedoński, opozycjonista i założyciel Instytutu Katyńskiego, wspominał niedawno w „Gazecie Polskiej”, jak w 1979 r. chciał przekazać Michnikowi i Lityńskiemu komplet materiałów wydawniczych na temat Katynia w celu ich dalszego druku i rozpowszechniania. Usłyszał wówczas od Lityńskiego, że KOR nie jest za ujawnianiem sprawy Katynia, ”bo to pogłębi przepaść między Rosjanami i Polakami”. Podobnie zareagował Michnik, stwierdzając, że „to jest przeszłość, a KOR się nią nie interesuje”. Ten przykład – stokroć lepiej niż obszerne analizy – powinien uświadomić, że zakładnicy kłamstwa katyńskiego nadal decydują o polskiej historii.
    Chociaż dziś już nikt nie usiłuje fałszować faktów, większość tzw. elit III RP uważa przecież, że sprawę katyńską należy zamknąć w imię przyszłości i ułożenia dobrych stosunków z rosyjskim sąsiadem. Historia, która ma „nie dzielić”, winna stać się kartą zamkniętą, zdławioną nakazem kazuistycznej moralistyki i mętnych interesów.
    Całkowicie ignoruje się przy tym fakt, że państwo rosyjskie nigdy nie uznało mordu na polskich obywatelach za zbrodnię ludobójstwa, nie ujawniło wszystkich okoliczności sprawy, nie otworzyło archiwów, a w oficjalnym stanowisku rządu rosyjskiego przekazanym do Trybunału w Stasburgu stwierdzono, że „nie ma dowodu na to, iż Polaków zamordowano”. Ten sam rząd Putina w kwietniu 2010 r. odmówił jakiejkolwiek rehabilitacji ofiar, twierdząc, że „nie udało się potwierdzić okoliczności schwytania polskich oficerów, charakteru postawionych im zarzutów i tego, czy je udowodniono”.
    Nadal też płk Putin powiela nową wersję kłamstwa katyńskiego, głosząc, że zbrodnia „była osobistą zemstą Józefa Stalina za porażkę w wojnie polsko-bolszewickiej roku 1920”. To fałszerstwo jest szczególnie bliskie obecnym elitom III RP, wyrosłym na „pustej ziemi” Polski powojennej. Dokonana z premedytacją fizyczna likwidacja tysięcy oficerów II Rzeczpospolitej – autentycznej elity narodu polskiego – miała przecież w zamyśle Stalina otworzyć drogę do budowy „nowego państwa” pod przywództwem skarlałych, poddanych sowieckiej woli „przewodników”. W tym znaczeniu katyńska eksterminacja miała stworzyć przestrzeń dla zbrodniczego porozumienia z ludźmi podległymi Moskwie, a w perspektywie doprowadzić do zniszczenia polskiej tradycji i kultury. Nie była aktem zemsty, lecz zamierzonym i precyzyjnie przeprowadzonym mordem politycznym, wpisanym w strategię sowieckiej ekspansji i podboju Europy.
    Druga dezinformacja katyńska
    Na pokładzie prezydenckiego samolotu byli ludzie, których działalność i wizja Polski mogła przeszkodzić zamysłom Kremla, opóźnić je, a nawet skutecznie zablokować. Podobnie jak 70 lat wcześniej na przeszkodzie planom Stalina stał patriotyzm polskich oficerów, ich potencjał intelektualny i kulturowy. Przezwyciężeniem tej przeszkody był mord katyński. Czy zatem nie mamy prawa sądzić, że smoleńska śmierć przedstawicieli polskiej elity wpisuje się w ten sam zbrodniczy scenariusz?
    Tym bardziej, że skala dezinformacji, jaką natychmiast zastosowano, by ukryć prawdziwe przyczyny katastrofy, jest porównywalna tylko do sowieckich matactw w sprawie Katynia. Wiele również wskazuje, że brak zdecydowanych reakcji NATO i państw UE przypomina ten sam mechanizm polityczny, który z przywódców „wolnego świata” uczynił po roku 1940 zakładników kłamstwa katyńskiego.
    Ta historyczna, wsparta na faktach analogia nie jest jedyną. Racjonalna ocena ponadmiesięcznych działań Rosji i zachowań obecnych władz III RP jednoznacznie wskazuje na brak intencji rzetelnego wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Natychmiastowe i bezwarunkowe wyrażenie pełnego zaufania do płk. Putina, rezygnacja z własnego śledztwa i zapewnienia, że „tragedia nie wpłynie na pogorszenie wzajemnych stosunków i nie przeszkodzi pojednaniu”, nie mieści się w żadnej logice polskich interesów i nie znajduje usprawiedliwienia w zachowaniach rządu rosyjskiego sprzed i po 10 kwietnia.
    Wbrew powszechnym opiniom, jakoby reakcje rządu Donalda Tuska były efektem słabości i nieudolności obecnej ekipy, a przyjęcie wobec Rosji roli petenta świadczyło o błędnych kalkulacjach politycznych, uważam, że przyczyna tych rażących zachowań jest znacznie poważniejsza.
    Aleksander Ścios
    Całość tekstu w tygodniku "Gazeta Polska

    #128075
    SpokoBoyxxx:)
    Członek
    #128118
    freeksbanita
    Participant

    http://fronda.pl/news/czytaj/rosyjscy_dysydenci_niezaleznosc_polski_jest_zagrozona
    Cytat:
    Rosyjscy dysydenci: Niezależność Polski jest zagrożona
    Władimir Bukowski, Natalia Gorbaniewska i inni niezależni rosyjscy działacze i publicyści ogłosili list otwarty, w którym wyrazili zaniepokojenie przebiegiem śledztwa w sprawie tragedii smoleńskiej.
    – Jesteśmy zdziwieni i poważnie zaniepokojeni przebiegiem śledztwa, które miało wyjaśnić okoliczności i przyczyny katastrofy Tu-154 pod Smoleńskiem. Powstaje wrażenie, że władze rosyjskie nie są zainteresowane wyjaśnieniem wszystkich przyczyn katastrofy, zaś władze polskie powtarzają zapewnienia o "pełnej otwartości" strony rosyjskiej, niczego się od niej faktycznie nie domagając i tylko cierpliwie oczekują, aż z Moskwy nadejdą dawno obiecane im materiały – można przeczytać w liście, który wydrukowała „Rzeczpospolita”. Podpisali się pod nim m.in. dysydenci z czasów komunizmu Władimir Bukowski, Natalia Gorbaniewska oraz Wiktor Fajnberg, a także były doradca Władimira Putina, Andriej Iłłarionow
    – Trudno się pozbyć wrażenia, że dla rządu polskiego zbliżenie z obecnymi władzami rosyjskimi jest ważniejsze, niż ustalenie prawdy w jednej z największych tragedii narodowych. Wydaje się, że polscy przyjaciele wykazują się pewną naiwnością, zapominając, że interesy obecnego kierownictwa na Kremlu i narodów sąsiadujących z Rosją państw nie są zbieżne – czytamy dalej. Działacze wyrazili także swoje zaniepokojenie o niezależność Polski. – Dzisiaj, i jutro może się okazać poważnie zagrożona. Mamy nadzieję, że obywatele Polski ceniący swoją wolność potrafią ją obronić. Także przy urnach wyborczych – napisali.
    http://fronda.pl/news/czytaj/rosyjsc…jest_zagrozona

    #128120
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    CZY ZAGRAŻA NAM ROSJA – NIEZALEŻNA TV
    Niezależna TV, 25-05-2010 18:13
    Przedstawiamy filmową relację
    ze spotkania z Grzegorzem Braunem i Robertem Kaczmarkiem, współtwórcami takich filmów jak "Plusy dodatnie, plusy ujemne", "Solidarni 2010" czy "Towarzysz generał". Temat dyskusji brzmiał: "Czy zagraża nam Rosja". Spotkanie prowadził Tomasz Sakiewicz.
    http://www.niezalezna.pl/article/show/id/34565







    Niezależna TV poleca także:

    Poseł Jarosław Zieliński (PiS) o konferencji MAK w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem

    Komisja Obrony Narodowej – katastrofa pod Smoleńskiem – Antoni Macierewicz kontra Jerzy Miller

    #128125
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    http://niezalezna.pl/article/show/id/34550
    STRZAŁY NA FILMIE: BOR CZY KTOŚ INNY?
    wg, lm, Niezależna.pl, 25-05-2010 13:08
    "Najbardziej prawdopodobną hipotezą jest ta, iż w wyniku pożaru wystrzeliły magazynki zapasowe służbowej broni oficerów BOR" – powiedział dziś w Radiu Zet minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski, odnosząc się do słynnego już filmiku z 10 kwietnia 2010 r. Według naszych informacji – minister się myli.
    "Kiedy zobaczyłem w internecie film z katastrofy prezydenckiego samolotu, na którym słychać strzały, od razu skontaktowałem się z ekspertami. Oni powiedzieli, że najbardziej prawdopodobną hipotezą jest ta, iż w wyniku pożaru wystrzeliły magazynki zapasowe służbowej broni oficerów BOR. Hipotezy te zweryfikują czynności prokuratorów" – powiedział w programie "Gość Radia Zet" minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.
    Tymczasem, jak przed tygodniem ustaliła „Gazeta Polska”, nie były to odgłosy wystrzałów z broni BOR-owików ani detonacje dodatkowej amunicji, jaką posiadali.
    – Wszystkie 7 sztuk broni i pełne magazynki, jakie mieli przy sobie, zostały odnalezione. Dwoje, w tym Agnieszka Pogródka-Więcławek, nie miało w ogóle broni – powiedział nam jeden z pracowników Biura.
    Przypomnijmy, że rosyjscy milicjanci, który pojawili się na miejscu katastrofy, zaprzeczyli, że to oni strzelali, ale potwierdzili, że słyszeli strzały.

    #128183
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    http://www.rp.pl/artykul/9158,485000_Ziemkiewicz__Gra_przeciekami_.html
    Cytat:
    Gra przeciekami
    To, co najważniejsze w opowieści pilota jaka, który lądował przed prezydenckim tupolewem, umyka jakoś uwadze.
    Myślę o zachowaniu Rosjanina, który chwilę po katastrofie, wychodząc z wieży kontrolnej, oznajmił: "Tupolew? Odlecieli na drugie lotnisko". Nie udał, że nie wie, skłamał prosto w oczy, bezczelnie, zapewne instynktownie, choć prawda i tak musiała wyjść na jaw już za chwilę.
    Oto cała prawda o człowieku sowieckim. Dlaczego, na litość Boską, chcemy sobie wmawiać, że rosyjska instytucja, certyfikująca to lotnisko i zakłady serwisujące samolot, a więc orzekająca we własnej sprawie, nie zachowuje się według tych głęboko zakorzenionych wzorców? Że, jak w wypadku "Kurska" i innych katastrof, z góry odrzuci wszystko, co by wedle sowieckich pojęć "obrażało" Rosję? Winni mogą być tylko Polacy i nikt inny!
    Czemu służy ta obsesyjna, iście sowiecka tajność? Rząd podkreśla: że "mamy pełny wgląd w śledztwo". Ale na każde konkretne pytanie odpowiedź brzmi: "czekamy na ustalenia strony rosyjskiej", rzadziej: "nie możemy tego powiedzieć bez zgody strony rosyjskiej". Ten stan totalnego utajnienia pozwala dowolnie manipulować przeciekami i brylować panu Edmundowi Klichowi, który raz powie, że nie było presji, raz że on by jednak się czuł pod presją, to nagle po sześciu tygodniach zdradzi, że ktoś piąty był w kabinie (do wczoraj wykpiwano to wszak jako teorię spiskową!).
    Sprawia to wrażenie perfidnej gry, której kulminacją będą zapewne sensacyjne przecieki tuż przed wyborami, które potem, gdy już odegrają swą rolę, wcale się nie będą musiały potwierdzić.
    I po to właśnie, dodajmy, byśmy zamiast wiedzy mieli tylko przecieki, rząd oficjalnie uznał wstecznie, trzy dni po katastrofie, maszynę specjalnego pułku wojskowego za samolot cywilny.
    http://www.rp.pl/artykul/9158,485000_Ziemkiewicz__Gra_przeciekami_.html
    Myślę, że tuż przed wyborami warto będzie wrócić do tego tekstu…
    _________________
    My, ludzkie bydło, ludzki gnój, z suteren i poddaszy, my chcemy herb mieć swój,
    na zgubę wrogom naszym.
    Blog polityczny: http://foxx-news.blogspot.com
    Wiadomości z dobrych stron: http://blogmedia24.pl

    #128184
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    Cytat:
    Gen. Błasik był w kokpicie Tu-154 pośrednikiem oficjeli?
    – Obecność szefa Sił Powietrznych RP w kokpicie podczas lądowania jest raczej zadziwiająca. To na pewno nie pozostało bez wpływu na podejmowane przez pilotów decyzje – ocenia w rozmowie z "Polską – The Times" Tomasz Hypki, redaktor "Skrzydlatej Polski". Bardzo możliwe, że gen. Błasik był nieoficjalnym pośrednikiem miedzy pilotami a oficjelami.
    Pojawienie się gen. Błasika w kokpicie, oprócz tego, że musiało mieć wpływ na decyzje pilotów, nie było przypuszczalnie jego własną inicjatywą. Dziennik wyciąga takie wnioski, gdyż aby znaleźć się w kokpicie Błasik musiał przejść przez część samolotu zajmowaną przez parę prezydencką.
    Jak ocenia jeden z anonimowych ekspertów może to świadczyć o tym, iż Błasik był nieoficjalnym pośrednikiem miedzy pilotami a oficjelami.
    Głos gen. Błasika został zidentyfikowany na nagraniach czarnych skrzynek. Był on jedną z dwóch osób spoza załogi, które przebywały w kabinie pilotów podczas tragicznego lotu. Jak dotąd nie wiemy kim była druga osoba. Zjawiła się ona w kokpicie kilkanaście minut wcześniej i miała pytać czy samolot jest opóźniony i jeśli tak to jak bardzo. Jak mówił Edmund Klich gen. Błasik miał się tam pojawić raczej kilka minut przed tragedią.
    Tym samym to szef Sił Powietrznych RP był ostatnią osobą spoza załogi, która przebywała w kabinie pilotów.
    Według Klicha na 2-3 sekundy wcześniej załoga wiedziała, że samolot się rozbije. Z nagrań rejestratora głosów wynika, że w kokpicie "nie było napięcia", a "sytuacja dramatyczna" rozpoczyna się od uderzenia samolotu o drzewo. – Wiadomo, w takiej sytuacji są nerwy, słowa w dużym stresie wypowiadane – powiedział.
    Do katastrofy prezydenckiego samolotu doszło 10 kwietnia pod Smoleńskiem. Zginęło w niej 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego żona, dowódcy wojskowi, politycy, duchowni i przedstawiciele rodzin katyńskich. Delegacja leciała na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni katyńskiej
    Tak się manipuluje informacjami , których praktycznie nie ma.
    Anonimowy ekspert itp.Klasyka.Do tego "tytuł pytanie"
    Nie wiem ile wp ingerowała w news, ale to co się dzieje ostatnimi dniami to skandal.Te tytuły , które potem nie mają potwierdzenia w tekście.
    Zresztą sama wp to pikuś.Idą drogą tabloidów.Liczy się kliknięcie w sensacyjny tytuł.
    .Gdzie Ci wielcy dziennikarze śledczy.Czemu media udają ,że nie słyszą i nie widzą niektórych informacji o katastrofie.Nikt nie zadaje niewygodnych pytań.Strach przed Rosją czy gra przed wyborami?Z jednego i drugiego powodu wielki uj wam w upe
    __________________

    #128185
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/186740,to-byl-zamach-mowia-eksperci-polski-i-niemiecki
    Polecam szczególnie ostatni akapit:
    Cytat:
    Historia lubi się powtarzać?
    19 października 1986 r. na terytorium RPA rozbił się Tu-134 z prokomunistycznym prezydentem Mozambiku na pokładzie (oprócz niego w samolocie znajdowały się 43 osoby, w tym kilkunastu ministrów i innych ważnych urzędników tego państwa). Podobnie jak w przypadku katastrofy pod Smoleńskiem, maszyna roztrzaskała się, odchyliwszy się wcześniej o 37 stopni od właściwego toru lotu, a piloci obniżali samolot, zachowując się tak, jakby nie mieli świadomości, na jakiej wysokości się znajdują. Zignorowali też – tak jak polska załoga – sygnał ostrzegawczy GWPS, który włączył się 32 sekundy przed upadkiem.
    Po katastrofie południowoafrykańska policja zabrała wszystkie czarne skrzynki, odmawiając poddania ich niezależnemu badaniu. Oficjalny raport przygotowany przez śledczych RPA do złudzenia przypominał ustalenia Rosjan ws. katastrofy pod Smoleńskiem. Jego tezy były następujące:
    1) samolot prezydenta Mozambiku był w pełni sprawny,
    2) wykluczono akt terroru lub sabotażu,
    3) załoga nie przestrzegała procedur obowiązujących przy lądowaniu,
    4) załoga zignorowała ostrzeżenia GWPS.
    Rosjanie, którzy w katastrofie stracili wiernego sojusznika, gwałtownie oprotestowali raport komisji południowoafrykańskiej. Oskarżyli władze RPA o zamach polegający na… zakłóceniu sygnału satelitarnego samolotu. Wskazywały na to okoliczności wypadku, bardzo przypominające zresztą – jak już wspomnieliśmy – to, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.
    Po kilkunastu latach okazało się, że w tym akurat przypadku rację mieli komuniści. W styczniu 2003 r. Hans Louw, były agent służb specjalnych rasistowskiego reżimu RPA, przyznał, że samolot został strącony wskutek celowego zakłócenia sygnału satelitarnego przez południowoafrykańskich agentów. Dodał, że w wypadku niepowodzenia ataku maszyna miała
    zostać zestrzelona przez jedną z dwóch specjalnych ekip.

    #128186
    SpokoBoyxxx:)
    Członek

    http://wiadomosci.onet.pl/2176036,12…alej,item.html
    Cytat:
    Pilot Tu-154: odchodzimy; samolot jednak opadał dalej
    Gdy prezydencki samolot Tu-154 znalazł się poniżej wysokości decyzji (ok. 80 metrów), drugi pilot powiedział: "odchodzimy", ale maszyna nadal opadała – dowiedziała się TVN24. Komenda "odchodzimy" oznacza przerwanie manewru podchodzenia do lądowania.
    Samolot podchodził do wysokości decyzji (jest to wysokość, na której pilot podejmuje decyzję o kontynuowaniu bądź przerwaniu lądowania) zgodne ze wszystkimi procedurami.
    Jednak na wysokości 80-90 m w kabinie pilotów słychać komendę "odchodzimy". Słychać też, jak druga osoba – obserwująca wysokościomierz, podaje kolejne wysokości. Najprawdopodobniej nie był to wysokościomierz barometryczny, a radiowysokościomierz, który podaje wysokość od gruntu, nie poziomu morza lub lotniska. Dlatego rów, który znajduje się tuż obok lotniska, mógł zaburzyć te dane. Mimo komendy "odchodzimy" samolot nadal schodził niżej. Wciąż nie wiadomo dlaczego.
    Apel PiS do Donalda Tuska
    "Premier Donald Tusk, zgodnie z polską racją stanu, powinien wystąpić do rządu Federacji Rosyjskiej o jak najszybsze udostępnienie Polsce rejestratorów lotów TU-154M" – napisał szef klubu PiS Marek Kuchciński w liście do szefa polskiego rządu.
    Kuchciński zwrócił się do Tuska w sprawie "czarnych skrzynek" w liście, do którego w środę dotarła PAP. Zdaniem PiS, Polska powinna otrzymać "czarne skrzynki", a nie – jak zapowiedziano – kopie ich zapisów.
    "W imieniu klubu parlamentarnego PiS zwracam się do pana premiera z prośbą o zwrócenie się do strony rosyjskiej o jak najszybsze udostępnienie rejestratorów lotów – tzw. »czarnych skrzynek« – samolotu TU-154M, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku" – napisał Kuchciński do Tuska.
    http://www.niezalezna.pl/article/show/id/34612
    Cytat:
    Chwilę po tym, jak Tupolew znalazł się poniżej wysokości decyzji padła komenda: "odchodzimy", ale maszyna nadal spadała.
    Komenda "odchodzimy" oznacza przerwanie manewru. Wysokość decyzji to według procedur 100 metrów nad pasem startowym. Wówczas decyduje się o kontynuowaniu lub przerwaniu manewru.
    Na wysokości 80-90 m w kabinie pilotów słychać wyraźną komendę "odchodzimy". Słychać też nawigatora, który podaje kolejne wysokości – relacjonuje TVN 24. Prawdopodobnie korzystano z radiowysokościomierza, czyli urządzenia, które podaje odległość od gruntu. Eksperci spekulują, że rów, który znajduje się obok lotniska mógł zakłócić te pomiary.
    Innego zdania jest Edmund Klich. "Piloci prezydenckiego Tupolewa świadomie zeszli poniżej tak zwanej wysokości decyzji, czyli 100 metrów" – przekonuje. "Było ponad 20 komend. Na żadną, do samego końca nie reagowali. Kiedy zwiększyli obroty
    do pełnych, było już za późno, na tej wysokości. To ciężki samolot
    . Oni byli prawie 15 metrów poniżej progu pasa w pewnym momencie" – dodał. Informacji, którą podała stacja TVN24, że na wysokości 80-90 metrów padła komenda "odchodzimy", nie chciał jednak komentować.
    Zgodnie z procedurami włączył się system TAWS, który ostrzega przed kolizją z ziemią. Najpierw padła komenda "odchodzimy", ale samolot nadal spadał. Potem padła kolejna komenda "do góry" – informuje TVN24.
    W poniedziałek Polska otrzyma od Rosji kopie danych z czarnych skrzynek. Odbierze je osobiście minister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Miller. Premier Donald Tusk obiecał, że dane zostaną natychmiast upublicznione.
    Byłem ciekaw co na to Klich.
    __________________

Wyświetlanych postów: 15 (wszystkich: 121)
  • <a href="/login/">Zaloguj się</a> aby odpowiedzieć. Nie masz jeszcze konta? <a href="/login/?action=register">Zarejestruj się</a>.