Bonfire Night okiem Forumowicza

Czyli mini spotkanie userów Leeds.pl – 4.11.2006. Bofire Night to takie dziwne święto w Anglii, gdzie wspominamy faceta (Guy’a Fawkesa), który chciał wysadzić w powietrze parlament, któremu podlegał. Cóż, widać nie był zadowolony z jego działania podobnie jak my z naszego. Ale tradycja pozostała ku uciesze miejscowych, którzy już kilka dni wcześniej „trenują” przed weekendowym

Czyli mini spotkanie userów Leeds.pl – 4.11.2006.
Bofire Night to takie dziwne święto w Anglii, gdzie wspominamy faceta (Guy’a Fawkesa), który chciał wysadzić w powietrze parlament, któremu podlegał. Cóż, widać nie był zadowolony z jego działania podobnie jak my z naszego.


Ale tradycja pozostała ku uciesze miejscowych, którzy już kilka dni wcześniej „trenują” przed weekendowym strzelaniem ze wszystkiego, co się da.

Święto to bardzo widać i jeszcze lepiej słychać już od piątkowego wieczoru aż do niedzielnej nocy. Tym razem 4.11, w sobotę Polski Ośrodek zorganizował imprezę, która łączyła strzelanie wraz z jedzeniem, piciem i zabawą.

Korzystając z okazji „podpięliśmy” się pod tą imprezę, aby wreszcie -stęsknieni naszego wizerunku i towarzystwa – wspólnie się spotkać i poznać.
Zwłaszcza dla kilku nowszych osób była to okazja do poznania „weteranów” Forum, ale przede wszystkim do przekonania się, że ci, których znali jedynie z nicków są fajnymi i sympatycznymi ludźmi. Okazało się, że jednak to, co piszemy daje spore wyobrażenie dla innych i jesteśmy tak odbierani, jaką miarę i wagę przykładamy do bycia przyjaznymi.

Najważniejszą rolą takiego spotkania jest oprócz zobaczenia się i odnawiania starych znajomości przekonanie nowych do nas samych jak i do trzymania się razem jako zwarta grupa. Wyznacza to nowe zjawisko wśród Polonii brytyjskiej – tak rzadką wśród nas przecież sympatię a nawet więcej.
Forum to nie tylko wirtualna platforma do wymiany informacji. To także – jak mogliśmy się przekonać – niemal sposób na życie i zawieranie ciekawych znajomości, które dalej procentują.
Warto dla takich chwil pokonywać kilometry jak to zrobiła nasza Ulka, która „naciągnęła” męża na wycieczkę do Leeds z… Manchesteru.
Z tak daleka jeszcze nikt do nas nie przyjeżdżał… Niech się wstydzą, ci co mogli i mieli blisko, a nie byli.

Najpierw jakoś nie było nikogo, ale w końcu się pozbieraliśmy i poznaliśmy. Zebrało się tego jakieś kilkanaście osób, z tym, że jeszcze parę obecnych było na Sali, ale chyba bali się naszego hammera, albo nie mieli jakoś odwagi do nas przysiąść.
W każdym razie na przyszłość zapraszamy do nas…
Obejrzeliśmy najpierw ognisko z palet i starych drzwi, potem niemrawy z początku, ale nieźle rozkręcony w końcu pokaz ogni sztucznych. Dziedziniec Ośrodka był zatłoczony, więc można powiedzieć, że były tłumy. Jak już zmarzliśmy nieco i naoglądaliśmy się fajerwerków, skierowaliśmy się do Sali głównej, gdzie automatyczny system rezerwacji dokonał wcześniej zabukowania stolika dla Forum Leeds.pl.
Było polskie jedzenie, a niezawodna ekipa „masters of grills” jak zawsze pomagała w przygotowaniu kiełbasek.

Nasyceni poczęliśmy oddawać się napojom rozweselającym oraz coraz weselszym rozmowom.
Najbardziej oczekiwaną osobą był… hammer, czyli przesympatyczny Adaś, który jednak odpowiadał oczekiwaniom większości zgromadzonych, co do spodziewanego wyglądu.
Ale rewelacją spotkania było to, że przybył z piękną żoną i razem ten duet podbił serca większości z nas. Niecierpliwie też wyczekiwaliśmy Ulki, ponieważ to właśnie ta dwójka zdominowała ostatnio nocne sesje na forum i czacie.
Wszyscy ich znali z forum, ale każdy niemal ciekaw był ich bliższego poznania.
Jak sami powiedzieli, oni też bardzo chcieli nas poznać.
Cieszymy się, że przybyliście i że byliście z nami. Zapraszamy ponownie.

Zebrani mogli też przyjrzeć się pewnemu prekursorowi nowego stylu na forum, czyli Piotrkowi zwanemu właśnie Prekursorem. W pobliżu Piotrka zobaczyć można było naszą Martę, której pojawienie zawsze wywołuje uśmiech serdeczności (i vice versa!).
Kto widział jak witają się starzy znajomi forumowicze uwierzył, że to forum bardzo zbliża ludzi i pomaga znaleźć naprawdę dobrych przyjaciół nawet.
Malgon przyciągnęła uroczą Olę, która dopiero się (do nas) przymierza, ale miejmy nadzieję, że my będziemy stanowili dla niej właściwy rozmiar.

Głównym tematem spotkania był… V-tec, czyli gwiazda forum i najbardziej popularny forumowicz ze względu na staż i doświadczenie, zwany też Wielkim Nieobecnym.
Rada Najwyższa forum uchwaliła wobec jego nie stawiania się na wezwania i uchylania od zawarcia z nami bezpośredniej znajomości karę w postaci niespodzianki, którą zapewne niedługo otrzyma.
Może to przekona innych opornych, że nie warto od nas się dystansować…

Pytano też o niejakiego Obserwatora, ale ten, po powrocie Fatamorgany usunął się jakoś w cień. Niepotrzebnie zupełnie.

Co niektórzy byli zaskoczeni przebiegiem całościowym imprezy, bowiem muzyka lekko im nie leżała, a widok na salę (zwaną popularnie „remizą”) przypominał, że to jednak nie spotkanie wyłącznie ludzi z forum, ale przeróżnych ludzi. Nawet nie- Polaków, bo dało się zauważyć nieco osób innego pochodzenia. Również Januszów- nieodłączny element (bez urazy Janusze…) …element polskości w Leeds. Był nawet jeden super- Janusz, na którego zawzięcie zapolował Fatamorgana. Pozostali Janusze siedzieli cicho i grzecznie wokół nas, ale jak to zwykle mają w zwyczaju spełniali funkcję tzw. „wall support”.

Najwidoczniej widok wyjątkowo spokojnie i kulturalnie zachowujących się ludzi z Leeds.pl oraz starszej Polonii podziałał na nich kojąco i uspokajająco, tak że nikogo nie musieli wynosić…
Ale jak już mówimy o nie-Polakach…
Największą niespodzianką jak idzie o tych, którzy wcześniej już byli na forum było pojawienie się… Montse, czyli Hiszpanki z krwi i kości. Owa skromna i sympatyczna dziewczyna dobrze się czuje między Polakami i znalazła pośród nas chyba swoje miejsce. Bardzo dobrze. To tam już chyba zasługa Malgon, bo coś tam razem przecież wkuwają. Montse była świetnie, wręcz fenomenalnie przygotowana do imprezy. Wyszło bowiem poniewczasie na jaw, że przytaszczyła w plecaku… całą masę jedzenia, z kiełbaskami włącznie na wypadek braków aprowizacyjnych polskiego ośrodka.
Z wolna towarzystwo zaczęło się wykruszać i w końcu najtwardsi przenieśli się do polskiego klubowego pubu.
Tam jednak nie dane nam było za długo siedzieć, bo zamykali.

Przenosiny do kolejnej knajpy, zajęły czas do północy. Wybredna elita z forum nie miała bowiem zamiaru spędzać drogocennego czasu w byle jakiej knajpie.
Wreszcie trafiliśmy do dwóch sympatycznych rudych brodaczy (czyżby znowu jakieś bliźniaki?) prowadzących „Starą Stację Policji” i tam wytrwale doczekaliśmy kolejnego zamknięcia.
I wtedy doszło do niesłychanego skandalu…
Forumowicze podzielili się i przestali mówić jednym głosem!
Poszło o to, gdzie mamy jechać. I co ze sobą zabrać na dalszy ciąg programu.
W końcu kobiety (niesamowicie pachnące i kuszące!) uradziły że miejscem, które dostąpi zaszczytu goszczenia nas będzie mieszkanie Goni, więc bezzwłocznie udaliśmy się najpierw na „małe zakupy” do czegoś w rodzaju lokalnego sklepu monopolowego GS „Samopomoc Nocna”, a potem już do „gonijnego” flatu położonego w dzielnicy czerwonych …domków (nie latarni!).

A tam… Ho ho… Tam doszło do próby pobicia rekordu trwania imprezy ludzi z forum. Nie wiadomo czy to się udało, bowiem relacjonujący ten cały bałagan już wtedy spał, ale doniesiono mu, że podobno jeszcze trzymali się na nogach do… 6am! Brawo!

Główną atrakcją nocy były… grzyby z Leeds, których nie chcieli jeść Anglicy.
Polacy to jednak mądry naród, więc nie dość, że zawzięcie je zbierali, to jeszcze zamarynowali po polsku i dzięki temu, oprócz kiełbasek Montse, mogliśmy cokolwiek skonsumować tej nocy…
Nazajutrz była niedziela, ale to już zupełnie inna historia…

W sumie trzeba imprezie dać plusa, bo wprawdzie było to NIEOFICJALNE Spotkanie Forumowiczów, ale wreszcie się jakieś odbyło, a poza tym jesteśmy znowu krok do przodu. Również w kwestii towarzyskiej.
Podziękowania dla szefostwa Ośrodka, za umożliwienie nam rezerwacji stolika i za oprawę ogniową imprezy. Uczestnikom zabawy w remizie gratulujemy Żywca… sorry: dobrego zachowania.
Wszystkim przybyłym dziękuję za przybycie.

Teraz kolej na naszą własną imprezę!


Podobne artykuły

Skomentuj

Twój adres nie będzie widoczny. Pola wymagane zostały oznaczone gwiazdką *