Polak Polakowi wilkiem

Andrzej przyjechał do Anglii pięć lat temu, gdyż praca w Polsce nie gwarantowała mu przyzwoitej emerytury. Próbował sobie dorobić, ale bez większego efektu. Przez trzy lata zatrudniał się na budowach i przy remontach, gdzie zarobił sporo. Wypadek spowodował podjęcie decyzji rozpoczęcia pracy w magazynie, czyli angielskim „łerhausie”. Było w miarę dobrze, gdy pracował na drugiej

Andrzej przyjechał do Anglii pięć lat temu, gdyż praca w Polsce nie gwarantowała mu przyzwoitej emerytury. Próbował sobie dorobić, ale bez większego efektu.

Przez trzy lata zatrudniał się na budowach i przy remontach, gdzie zarobił sporo. Wypadek spowodował podjęcie decyzji rozpoczęcia pracy w magazynie, czyli angielskim „łerhausie”. Było w miarę dobrze, gdy pracował na drugiej zmianie. Z czterech pracujących tu Polaków, tylko jeden wzbudził niechęć Andrzeja, przyzwyczajonego do tego, że gdy się w Anglii czegoś nie wie, inni mu to spokojnie wyjaśniają i to jeszcze z życzeniami „good luck!”. Tym razem było inaczej.

Uważający się za weterana Polak (pracował trzy miesiące) wychwytywał błędy, robił mu uwagi w stylu „nie umiesz tego zrobić”, „ja wiem lepiej”. Gdy przeszedł na poranny shift było jeszcze gorzej. W części zwanej „airsidem” pracowało trzech Polaków. Najbardziej z nich doświadczony skumał się z Anglikami i żeby dostać kontrakt donosił na innych współpracowników. Andrzej często widział, jak Karol szepcze coś do ucha „superwajzorom”. Pozostali dwaj rodacy robili mu docinki w stylu: ”dziadku, jak ci się pracuje?”, „czy korzonki dziś nie bolą?” itp. Na początku milczał, ale w końcu odciął się kilka razy. Wtedy zobaczył jak Karol coś szepcze przełożonemu. – Jesteś arogancki i za dużo przeklinasz – usłyszał pewnego dnia, przymierzając się do podniesienia wielkiego pudła – na twarzy hinduskiego „superwajzora” malowała się niechęć. Zdziwił się, bo wszyscy tu przeklinali mniej czy więcej, praca na tej zmianie nie była łatwa, przerób towaru był ogromny, metalowe klatki na towar były uszkodzone, zacinały się. Pracowało się tu w pocie czoła i na pełnych obrotach.

– Za dużo tu Polaków – stwierdził pewnego dnia mocno zbudowany Dawid, przypominający raczej Goliata, który przebywał już w Wielkiej Brytanii siedem lat. Andrzej był trochę zaskoczony, że taki olbrzym ma w ogóle jakieś problemy. Następnego dnia nie zobaczył już Dawida w pracy. Za jakiś tydzień Karol otrzymał kontrakt opiewający na całkiem niezłe pieniądze. Andrzej był zniechęcony panującymi stosunkami, stał się nerwowy i drażliwy. Wkrótce też przyklejono mu etykietkę wulgarnego. Stracił ochotę do pracy, pracę i wrócił na swoje budowy. – W kościele ciągle słyszę „przekażcie sobie znak pokoju”… Ha, ha – ładny mi znak pokoju. Byle do emerytury – stwierdził. – Wyjadę do Francji, bo tam podobno jest mniej naszych.

Podobne artykuły

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked with *